MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Bezpartyjna elekcja samorządowa. W niedzielę zdecydujemy o kształcie Polski samorządowej

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Bezpartyjna elekcja samorządowa. W niedzielę wybieramy samorządy
Bezpartyjna elekcja samorządowa. W niedzielę wybieramy samorządy Adam Jankowski/ Polska Press
W tych wyborach mieszkańców Polski zdecydowanie bardziej interesują budowy dróg, chodników, remonty infrastruktury, sprawy szkół i przedszkoli. Tu nie da się wkomponować politycznych barw i emocji - mówi dr hab. Marek Górka z Politechniki Koszalińskiej. - Wybory samorządowe decydują o charakterze życia lokalnego. Nie chodzi jedynie o duże inwestycje w infrastrukturę, ale swego rodzaju klimat miasta czy gminy. O to, czy władza jest bliżej ludzi - dodaje prof. Jarosław Nocoń z Uniwersytetu Gdańskiego.

Do pełnych emocji wyborów z jesieni ub. roku mogą uchodzić wręcz za… radosne. W najbliższą niedzielę obywatele powierzą władzę nad miastami, gminami i powiatami na kolejne pięć lat, ludziom, których bardzo często osobiście znają.

- Wybory samorządowe są równie ważne, co wybory centralne, trzeba to wyraźnie podkreślić. Nauczyliśmy się w Polsce samorządności, badania wskazują na rosnącą liczbę inicjatyw lokalnych, obywatelskiej, społecznej aktywności - mówi prof. Jarosław Nocoń, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego. - Samorządy mają wciąż możliwości zdobywania środków unijnych dedykowanych na różnego rodzaju inwestycje, kształtowania swojego rozwoju czy prowadzenia międzynarodowych relacji. Wybory samorządowe w dużej mierze decydują o charakterze życia lokalnego. Nie chodzi jedynie o duże inwestycje w infrastrukturę, ale swego rodzaju klimat miasta czy gminy. O to, czy władza jest bliżej ludzi? Czy mają oni poczucie, że są wysłuchani, że mają bezpośredni kontakt z władzą? A może jest ona oddalona od obywateli? Wybory samorządowe mają zatem wyraźne znaczenie polityczne i finansowe. Co ważne, osadzenie prawno-konstytucyjne samorządów jest bardzo silne i znane w poprzednich latach próby ograniczania możliwości władz lokalnych z punktu widzenia centralnego okazały się nieskuteczne.

- Wybory samorządowe są przede wszystkim potwierdzeniem przywództwa lokalnego, testem lokalnego lidera, aktywisty, najczęściej bez politycznych barw - podkreśla dr hab. Marek Górka, politolog z Politechniki Koszalińskiej.

Czy polskie społeczeństwo pójdzie do urn tak licznie jak 15 października 2023 r.? Czy po ostatniej, brutalnej, intensywnej pod względem emocji kampanii parlamentarnej oraz procesie zmiany rządu, również pełnym emocji, wyborcy nie są zmęczeni i znajdą siły by wybrać swojego radnego?

- Wybory samorządowe opierają się w znacznej mierze na aktywizacji poczucia tożsamości lokalnej. To zupełnie inna motywacja do pójścia na wybory. W samorządach trudno o zaangażowanie emocji na poziomie takim jak w wyborach parlamentarnych. Z drugiej strony wciąż w społeczeństwie obecny jest klimat zmiany władzy, procesu, który nastąpił jesienią ubiegłego roku. On może przyczynić się do zwiększenia frekwencji. Oby lokalna tożsamość przezwyciężyła u obywateli pokusy jakie będzie niosła ze sobą pogoda tej kwietniowej niedzieli. Wbrew pozorom, co potwierdzają badania, aura ma wpływ na liczbę głosujących - podkreśla prof. Nocoń.

Kampania z psem na banerze

O ile zatem wybory samorządowe i parlamentarne łączy konstytucyjne umocowanie to różni na pewno sposób prowadzenia kampanii. Uliczne rozmowy o miejskiej zieleni, o nierównym chodniku, budowie świetlicy, debaty o wodociągach czy planach rozwoju, kampania door to door, mailingowa, telefoniczna… Do tego wszechobecne banery, z niektórych spoglądali kandydaci pozujący razem ze swoimi czworonogami. Pomysłowo, z humorem, ale bez emocji. Czy kończąca się kampania była… miałka, nieciekawa?

- Kampania samorządowa była bardzo ciekawa, choć ma ona swoją wyraźną specyfikę - uważa Marek Górka. - To oczywiście zupełnie inne zjawisko niż przy wyborach parlamentarnych, gdzie kampania ma rys niesłychanie polityczny, porusza bardzo szeroki zakres spraw ideologicznych, takich jak np. aborcja, równość płci, ale też kwestii, które z reguły muszą mieć polityczny wymiar - czyli spraw międzynarodowych, ogólnonarodowych planów strategicznych lub obronności. One nie leżą w zakresie kompetencji wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast. W tych wyborach mieszkańców Polski zdecydowanie bardziej interesują budowy dróg, chodników, remonty infrastruktury, sprawy szkół i przedszkoli. Kampania zatem musi odpowiadać na lokalne potrzeby, i tak też była konstruowana przez kandydatów.

Marek Górka i Jarosław Nocoń podkreślają, że była to po prostu „konkretna dyskusja na argumenty”. Mobilizowanie wyborców przez „duże” ugrupowania polityczne oczywiście było widoczne, choćby w postaci wizyt najważniejszych partyjnych liderów w regionach. Niemniej nie miały one takiej skali jak z kampanii przed wyborami parlamentarnymi z 2023 r.

- Nasze życie polityczne, zwłaszcza na szczeblu centralnym zostało zdominowane przez głęboki konflikt, podział społeczny. On bardzo mocno angażuje emocje wyborców, także na szczeblu lokalnym. Możemy obserwować je i w wyborach samorządowych, przy okazji niektórych, lokalnych podziałów, ale są to zjawiska epizodyczne. Sama kampania samorządowa ma swój koloryt. To jest konsekwencja lokalnej aktywności. Nie wszyscy kandydaci są profesjonalistami, mają swój pomysł na rozpoznawalność, przekonanie wyborców - stąd hasła, lub ich zestawienia, mogące uchodzić za niezgodne ze sztuką, kontrowersyjne lub humorystyczne. Jednak badania pokazują, że w kampanii samorządowej nie ma powiązania między radykalnym, kontrowersyjnym przekazem, a sukcesem wyborczym. Ludzie chcą rozmawiać o konkretnych działaniach. Po tym można w największym stopniu rozpoznać wyborcze szanse.

- Dało się zauważyć w czasie tegorocznej kampanii samorządowej próby „dołożenia emocji” np. ze strony mediów, komentatorów czy czołowych polityków. Tyle tylko, że nie da się wkomponować ładunku emocjonalnego do rozmów o np. remoncie chodnika czy miejskiego placu, a do takiej rywalizacji trzeba mieć argumenty dotyczące finansów, terminów czy technologii. Czy ktoś chce, czy nie, sprawy życia codziennego będą miały wymiar lokalny. Przykładem była transmitowana debata kandydatów na prezydenta Warszawy. Ona interesowała tylko mieszkańców stolicy, dla innych była zwyczajnie nieciekawa - mówi dr hab. Marek Górka.
Dr hab. Marek Górka zauważa jeszcze jeden mechanizm obecny w kampanii samorządowej.

- Wybory do władz lokalnych są szansą na zaistnienie nowych polityków. Pojawiają się nowe twarze i przed głosowaniem powinniśmy odrobić pewną lekcję - zwrócić uwagę jakie kandydaci mają wykształcenie, jakim dysponują doświadczeniem, umiejętnościami, czy nie są osobami zupełnie przypadkowymi… Z drugiej strony każdy polityk raz na pięć lat chce zademonstrować pewną innowacyjność, otwartość, pokazać się na tle młodych, aktywnych ludzi. Tyle, że doświadczenie wskazuje, że ten wielobarwny „karnawał” jest krótki. Szybko przechodzi w czas „postu”, czyli zwykłego sprawowania władzy, w którym na innowacje nie ma miejsca. Sporo rozmawiałem z osobami kandydującymi np. do rad gmin czy powiatu. Usłyszałem słowa żalu ze strony kobiet, lokalnych liderek. Skarżyły się na niskie miejsca na listach, jakie przydzielają im poszczególne ugrupowania. Sprawa ta wymaga pogłębionych badań, niemniej gdyby znalazła potwierdzenie i lokalne liderki byłyby traktowane jako „kwiatek do kożucha”, oznaczałoby to hipokryzję w kraju stawiającym na równouprawnienie - podkreśla politolog.

Odtrutka od upartyjnienia

Czy wybory samorządowe mogą mieć przełożenie na krajową politykę? Prof. Jarosław Nocoń podkreśla, że są one przede wszystkim w znacznie mniejszym stopniu upartyjnione. Nazwy partii ogólnopolskich pojawiają się tam, gdzie stawką jest największy poziom władzy, czyli np. w sejmikach wojewódzkich czy stanowiskach prezydentów największych miast. - Przepustką do „dużej” polityki może być choćby fotel prezydenta Warszawy - mieliśmy tu przykład krajowy, w postaci Lecha Kaczyńskiego. We Francji taki schemat jest jeszcze bardziej wyraźny - np. Jacques Chirac „przesiadł się” z fotela mera Paryża na fotel prezydenta republiki - wskazuje Jarosław Nocoń.

To jednak, co jest bardziej charakterystyczne, to zauważalne odejście w wyborach samorządowych działaczy politycznych od szyldów swoich macierzystych ugrupowań.

- I tak, i nie - mówi dr hab. Marek Górka, pytany o to, czy w wyborach samorządowych znaczenie mają barwy partyjne. - Zgodzić się należy, że wszystkie partie starają się ukrywać swoje emblematy. Lokalne środowisko bardzo mocno akcentuje swoją bezpartyjność. To jest zdecydowany atut Polski samorządowej. Natomiast trzeba zauważyć, że obywatelki i obywatele nie gubią swoich poglądów, politycznych preferencji. Co zrozumiałe, konserwatywny wyborca nie porzuci w czasie samorządowych wyborów swoich ideałów, podobnie jak liberalny. Oni będą poszukiwać kogoś w regionie, kto będzie najlepiej ich reprezentował, także w wymiarze ideologicznym. Istnieje oczywiście pewien stereotyp, że Polska zachodnia i północna są bardziej liberalne, a wschodnia i południowa bardziej konserwatywne. Jednak podział ten nie jest oczywisty - Polska nie jest zero-jedynkowa, co potwierdzają właśnie wyniki samorządowych wyborów.

Warto pamiętać, że sprawujący wówczas władzę PiS w ubiegłym roku przesunął datę obecnych wyborów samorządowych, z terminu jesiennego na tegoroczną wiosnę. Oficjalnie tłumaczono tę decyzję trudnościami w organizacji w niemal tym samym okresie wyborów samorządowych i parlamentarnych. Wielu komentatorów wskazywało, że PiS obawiał się, że porażka w elekcji lokalnej mogłaby wpłynąć na rezultaty głosowania do Sejmu i Senatu. I jest pytanie o możliwą analogię - czy obecnie potencjalny dobry wynik dzisiejszej opozycji w wyborach do sejmików wojewódzkich czy prezydentów miast, mógłby zwiastować zmiany w układzie politycznym zarysowanym po 15 października 2023 roku?

- Jestem sceptyczny co do takiej korelacji. Żadne badania nie potwierdzają, że rezultaty wyborów samorządowych mogłyby wywierać istotny wpływ na preferencje wyborcze obywateli w następujących po nich wyborach parlamentarnych. To jest zupełnie inna kwestia - podkreśla Jarosław Nocoń.

- Zauważmy, że to raczej jesienne wybory parlamentarne stały się preludium do wyborów samorządowych. Część kandydatów na posłów i senatorów, która nie uzyskała mandatów, ale miała dobre wyniki, dostała argument do startu w wyborach samorządowych, i to na najbardziej znaczące stanowiska. To właśnie obserwowaliśmy. Czy jednak może to działać w drugą stronę? Decydującą rolę może odgrywać tutaj czas - czy w perspektywie pięcioletniej kadencji jaka upłynie do wyborów parlamentarnych, siła, popularność lokalnego polityka, samorządowca zwyczajnie nie wyblaknie, czy jego dobry wynik w głosowaniu na radnego przełoży się na rezultat wyborów parlamentarnych - tłumaczy Marek Górka.

Bliskie ideału, choć nie wszędzie

Pierwsze wybory samorządowe po upadku PRL odbyły się 27 maja 1990 roku. Polacy wybierali wówczas swoich przedstawicieli do rad gmin. Po niemal dekadzie na kartach głosowania pojawili się kandydaci na radnych powiatowych, a reforma w kolejnych latach wprowadziła bezpośredni wybór wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

- Mamy bardzo dużą podmiotowość lokalnych liderów, działaczy społecznych chcących kształtować funkcjonowanie swoich miast i gmin. Oni są jak najbardziej lokalni, a jak najmniej upartyjnieni - wskazuje prof. Nocoń.

Mogłoby to wskazywać, że samorządy przyjęły dokładnie obraz taki, jaki wyobrażano sobie 34 lata temu, gdy powstawały rady gmin. Z drugiej strony są samorządy, w których jest tylko jeden kandydat na burmistrza lub wójta. To ktoś będący zazwyczaj od lat na tym stanowisku. Takich gmin i miast ma być ponad 400, według danych PKW. Analogiczna sytuacja dotyczy glosowania na radnych - są obwody, w których brakuje chętnych do objęcia mandatów. To całkowity zastój w idei obywatelskiej działalności lokalnej.

- To się zdarza, zwłaszcza w małych gminach. Taki brak konkurencji, kontrkandydata dla np. wójta wynika z opanowania przez funkcjonującą przez dłuższy czas władzę lokalnych zasobów organizacyjnych. Mniejszy potencjał ludnościowy przekłada się na obecność lokalnych liderów w gminach. W dodatku w mniejszych gminach władza jest w stanie „zagospodarować” po swojemu takich aktywistów lub wręcz włączać ich do własnych inicjatyw. W takim wypadku działają oni na rzecz szerokiej koalicji. To właśnie taka ekspansja w regionach może powodować, że potencjalni chętni do roli wójta, burmistrza czy radnego nie widzą zbyt wielkich szans i rezygnują z samorządowej działalności jeszcze przed startem w wyborach - tłumaczy Jarosław Nocoń.

- Obserwowanym wielokrotnie zjawiskiem są ci, którzy stali się politykami z zawodu. Zarówno na szczeblu lokalnym, samorządowym jak i ogólnokrajowym, parlamentarnym. Skutkiem długotrwałego sprawowania mandatu lub pełnienia innej funkcji ktoś taki zwyczajnie traci „kontakt z rzeczywistością”. Z perspektywy swojego stanowiska tracą wiedzę na temat przyziemnej codzienności, czyli problemów wpływających na życie obywateli - dodaje Marek Górka.

Przed swoistym zdegenerowaniem samorządowej idei poprzez wieloletnie „zasiedzenie” lokalnych włodarzy chronić ma ograniczanie kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do dwóch. W najbliższą niedzielę wielu z obecnych samorządowców rozpocznie swoje ostatnie kadencje.

- Kadencyjność ma swoje plusy i minusy. Jednak doświadczenie polityczne, a także powszechna opinia wśród ekspertów wskazują, że to dobre rozwiązanie. Głównie ze względu na to, co nazywa się w politologii alternacją władzy, czyli pewną szansą na zmiany, usunięcie skostniałych struktur władzy. W tym kontekście sama zmiana władzy, nawet jeżeli przynosi gorszego wójta, burmistrza czy prezydenta, jest bardziej reprezentatywna. Demokracja lokalna zyskuje na tym, jeśli większość mieszkańców może swoją reprezentację do władzy zmienić - mówi Jarosław Nocoń.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Bezpartyjna elekcja samorządowa. W niedzielę zdecydujemy o kształcie Polski samorządowej - Dziennik Bałtycki

Wróć na kwidzyn.naszemiasto.pl Nasze Miasto