"Czarny manuskrypt". Rozmawiamy z Krzysztofem Bochusem, autorem książki

Kostiumy historyczne się zmieniają. Ludzie, ze swoją mroczną naturą i słabościami, pozostają ciągle tacy sami – mówi Krzysztof Bochus, autor „Czarnego manuskryptu”.

"Czarny manuskrypt" to pański literacki debiut. Do tej pory realizował się Pan raczej na niwie dziennikarskiej, publicystycznej. Skąd zatem pomysł na książkę?

Rzeczywiście, przez wiele lat byłem zawodowym dziennikarzem. Napisałem wiele tekstów i artykułów, ale wszystko to były formy krótsze i bardziej ulotne. Pomysł napisania rasowego kryminału w scenerii krzyżackich zamków chodził mi po głowie od lat, ale zawsze brakowało mi czasu na realizację tego zamierzenia. Nie marnowałem jednak czasu: przez kilka ostatnich lat czytałem literaturę fachową, budowałem zręby fabuły. Właściwy moment nadszedł w ubiegłym roku. W moim przypadku „zagrał” także katalizator innego rodzaju, o bardziej subiektywnym charakterze. W minionym roku przygotowywałem się do bardzo skomplikowanej operacji serca. Wiedziałem, że może być różnie. Czekając na zabieg zacząłem pisać, aby nie myśleć o złych rzeczach. I książka wreszcie powstała.

Jak wyglądała praca nad powieścią? Rozmawiał Pan z historykami, studiował archiwalne materiały, publikacje...?

Praca nad książką zajęła mi ponad dwa lata, oczywiście włącznie z pisaniem. Miejsce szczególne w tych przygotowaniach zajęła historia zakonu niemieckiego. Od początku chciałem, aby scenerią mojej powieści były krzyżackie zamki w Malborku i Kwidzynie, być może dlatego, że moim zdaniem nadal nie doceniamy tych gotyckich skarbów. Rycerze z krzyżami na płaszczach nieźle nabroili w naszej historii, ale przynajmniej pozostawili nam po sobie wspaniałe zabytki kultury materialnej. Jeśli to była jakaś forma przeprosin po latach – to ja ją przyjmuję. W książce pojawia się wątek historyczny, więcej zdradzić nie mogę, ze zrozumiałych względów… Uwiarygodnieniu tego wątku służył niezbędny research, przygotowywanie stosownej dokumentacji, czytanie literatury naukowej o zakonie krzyżackim. Studiowałem także archiwalne materiały i filmy o Marienwerder i Marienburgu, oglądałem stare mapy, widokówki i zdjęcia obu miast. Tylko wtedy bowiem, gdy uwiarygodnione jest społeczne tło powieści - Czytelnik uznaje, że opisywana historia mogła się zdarzyć. Ale chcę wyraźnie zaznaczyć: „Czarny manuskrypt” to powieść kryminalna, która ma zaciekawić czy uwieść Czytelnika – ale na pewno nie praca naukowa.

Ile w książce jest fikcji, a ile odniesień do rzeczywistości?
Przedwojenny Kwidzyn jest tylko scenerią do wydarzeń, które nie wydarzyły się przecież naprawdę. Moją ambicją było napisanie wciągającego kryminału o frapującej fabule i dobrze zarysowanych portretach psychologicznych bohaterów. O tym czy mi się to udało, zdecydują Czytelnicy. Odniesienia do rzeczywistości? Kostiumy historyczne się zmieniają. Ludzie – ze swoją mroczną naturą i słabościami – pozostają ciągle tacy sami. Tak samo wieczna i nieprzemijalna jest żądza władzy i pieniądza czy też fascynacją obłąkańczymi ideami. O tym także jest ta książka. Oczywiście, pisarz powinien dbać o prawdopodobieństwo opisywanych zdarzeń i unikać rażących błędów. Ale najważniejsza jest fabuła i dobrze skonstruowana, wciągająca opowieść. Jeśli coś mi przeszkadza, to dopuszczam odstępstwa od rzeczywistego stanu rzeczy. W mojej książce starałem się możliwie wiernie oddać realia opisywanych miast i zamków krzyżackich. Z jednym wyjątkiem: ze względów fabularnych katolicką parafię, z której wywodzili się mordowani księża świadomie „przeniosłem” bliżej kwidzyńskiej katedry, chociaż w rzeczywistości świątynia ta pozostawała w owym czasie we władaniu ewangelików, co zresztą zaznaczam w przypisach do książki. Mam nadzieję, że czytelnicy z rodzinnego miasta wybaczą mi tę licentia poetica, rozumiejąc, że „Czarny manuskrypt” to fikcja literacka.

"Czarny manuskrypt" już w księgarniach - i to w dobrym towarzystwie :)

Opublikowany przez Krzysztof Bochus na 23 marca 2017

Fałszywi chrześcijanie, samobójcy, fanatyczni nacjonaliści, członkowie tajemnego bractwa. Wybuchowy i odważny zestaw.

Dodałbym do tego spektakularne zabójstwa, chociaż staram się nie epatować okrucieństwem. Ale nie ma takiej zbrodni, takiego bestialstwa, którego ludzie nie popełniliby w tak zwanym realu. W naszym życiu nie na co dzień stykamy się ze zbrodnią – ale stale żyjemy w obawie, aby nic złego nie przydarzyło się nam i naszym najbliższym. Zwłaszcza, że świat za oknem jest coraz bardziej wrogi i niezrozumiały. Na co dzień doświadczamy kłamstwa, jesteśmy oszukiwani i krzywdzeni, a przede wszystkim - ulegamy mniejszym i większym strachom. Kryminał pełni rolę swoistego katharsis, oswaja lęki, pozwala je trzymać na dystans. To dlatego – tak sądzę – ta literatura gatunkowa ma tak wielu admiratorów. Wszystko inne możemy przecież odwrócić. Jeśli nas ktoś oszuka - możemy się odegrać, jeśli ktoś rzuci na nas potwarz - możemy się zrewanżować. Ale śmierci nie da się odwrócić. Zmienia ona nieodwracalnie nie tylko życie samej ofiary – co oczywiste – i jej najbliższych, przynosząc ze sobą ból i cierpienie. Zmienia się także życie mordercy. Literatura to dobre medium na opisanie tej fascynującej relacji. Montaigne w „Próbach” twierdził, że umieramy dwukrotnie — za pierwszym razem wtedy, gdy tracimy młodość, a wraz z nią to, co współcześnie nazywamy „jakością” życia. Dlatego druga, ostateczna śmierć jest właściwie mniej straszna. Mój bohater, Christian Abell jest właśnie w wieku, kiedy umiera po raz pierwszy. Ulatują młodość i złudzenia. Samo życie.

To główny bohater niesie powieść, sprawia, że Czytelnik poddaje się narracji?
To prawda, dlatego jako autor staram się nie zapominać o dwóch podstawowych prawdach. Po pierwsze – kryminał to tylko rozrywka. Dlatego musi być dobrze „opowiedziany”, z frapującą fabułą, bez dłużyzn i dramaturgicznych mielizn. I po drugie - książkę niesie przede wszystkim główny bohater. Czytelnik musi go polubić, aby poddać się narracji. Bohater mojej powieści, Christian Abell jest oficerem policji kryminalnej (Kripo). Ma trzydzieści parę lat, jest wysokim, szczupłym blondynem o hipnotyzujących oczach. Lubi eleganckie garnitury, ceni dobre zegarki Omegi. Jest bardzo skupiony na swojej pracy, wnikliwy i inteligentny. Dostrzega rzeczy niewidoczne dla innych. Wewnętrznie bardzo uczciwy i lojalny, nawet jeśli przychodzi mu za to przywiązanie do zasad, zapłacić służbową niełaską. W planie osobistym bardzo oddzielny. Małomówny, wstrzemięźliwy, a jeśli chodzi o wyrażanie emocji, nawet lekko wycofany. Zgorzkniały, ale nie cyniczny. Mimo tych znamion szorstkiej męskości można w nim wyczuć duszę romantyka.

Prowadzi skomplikowane, złożone śledztwo w sposób niesztampowy, nie zawsze zgodny z oczekiwaniami przełożonych. Kilka razy myli trop, ale kierowany instynktem rasowego gliniarza i nieubłaganą logiką zbliża się krok, po kroku do rozwiązania zagadki. Czytelnik może odnieść wrażenie, że gdyby nie jego nieskrępowana wyobraźnia i wytrwałość – policja dałaby się wywieść w pole.

Pomagają mu na pewno szerokie horyzonty i zainteresowania. Abell lubi to, co robi, ale jednocześnie rozumie, że świat nie kończy się na areszcie śledczym i izbie przesłuchań. Z całą pewnością trudno go uznać za bohatera ze spiżu. Budzi sympatię, ale trudno przewidzieć jego decyzje. Niektóre jego posunięcia czy wybory – zwłaszcza w życiu uczuciowym – mogą wydawać się kontrowersyjne. Jest sprawny fizycznie, ale niepozbawiony słabości. Nie jest niezniszczalny. Jego życie kilka razy znajduje się w niebezpieczeństwie. Abell cierpi fizycznie, ulega napadom paniki. Jego przeciwnicy próbują go kolejno utopić, udusić, spalić, a nawet rozjechać. Dodatkowo cierpi na klaustrofobię, co nie sprzyja rozwiązaniu zagadki, ukrytej w podziemnych korytarzach i kryptach miasta, które sam nazywa „kretowiskiem”. Dzięki swojej inteligencji i sile woli zawsze wychodzi jednak z opresji.

Czy książką celuje Pan bardziej w lokalnego odbiorcę, czyli z Kwidzyna, Malborka czy całego Pomorza, czy może treść jest na tyle uniwersalna, że lektura książki z powodzeniem przypadnie do gustu również czytelnikom, którzy w Kwidzynie czy Malborku nigdy nie byli?

W „Czarnym manuskrypcie” nieustannie przewijają się moje ulubione wątki: mroczne strony natury ludzkiej, gotyckie tajemnice, zagadki historii i dzieła sztuki. Jeśli ktoś lubi te klimaty, tak jak ja – zapraszam do klubu, niezależnie od tego czy pochodzi z Kwidzyna, Gdańska czy z Warszawy. Dla mnie literatura to przede wszystkim zajmująca opowieść, nieważne czy z elementami kryminału, horroru czy melodramatu. Uważam, że kryminał, chociaż jest literaturą gatunkową o wyraźnie sprecyzowanych regułach – jest jednocześnie rodzajem dziurki od klucza, przez którą można ukazać szersze tło i „przemycić” ważne treści społeczne. Myślę, że na tym polega fenomen kryminału skandynawskiego. Bohaterowie książek Stiega Larssona czy Henninga Mankella muszą zmierzyć się z dyskryminacją kobiet, brutalizacją stosunków międzyludzkich, afirmacją przemocy, często wywoływanej przez kulturę masową. To także powód, dla którego ja sam wybrałem właśnie kryminał jako środek własnej ekspresji.

Zresztą, zaciera się wyraźnie różnica pomiędzy literaturą wysoką a kryminałem, traktowanym wyłącznie jako rozrywka. Mój ulubiony Pierre Lemaitre dostał nagrodę Goncourtów. Ludzie generalnie poddają się dyktaturze cywilizacji obrazkowej, wiedzę o świecie coraz częściej czerpią z internetu, czytają coraz mniej książek. Jeśli dzięki erudycyjnym kryminałom ten proces zostanie choćby trochę spowolniony – to chwała kryminałom!

Spotkanie z Czytelnikami już za nami. Trup ścielił się gęsto, oczywiście w opowieściach autora. Frekwencja dopisała, dobrze że ściany były trochę z gumy. Słowem - działo się!

Opublikowany przez Krzysztof Bochus na 24 marca 2017

Pochodzi Pan z Kwidzyna. Jak Pan wspomina „kwidzyńskie” czasy?

To moje miasto rodzinne, tutaj wzrastałem i formowałem się jako młody człowiek. Kwidzyn był niegdyś całym moim światem. Z domu, w którym mieszkałem, przy obecnej ulicy Hallera 27 wędrowałem przez całe miasto do szkoły podstawowej numer 4, zwanej „ćwiczeniówką”. Przy samej ulicy, przed szkołą podstawową nr 5 znajdował się cmentarz. Każdorazowo podziwiałem niezwykły grobowiec niemieckiego admirała, który zmarł na zachodniej Samoa w 1898 roku. Później ten cmentarz zrównano z ziemią i na tym terenie urządzono… park.
Pamiętam, że jako mały chłopak stopniowo odkrywałem niemiecką przeszłość Kwidzyna. Odnajdywałem zatarte napisy na elewacjach i na studzienkach kanalizacyjnych. Kiedyś odkryłem, że sadzawka w tzw. małpim gaju, niedaleko mojego domu, którą wykorzystywaliśmy do jazdy na łyżwach, pod warstwą szlamu i błota ukrywa ocembrowane brzegi i dno. Po prostu w czasach niemieckich była tam uporządkowana zadbana sadzawka, może lodowisko. Jako dziecko zrozumiałem, że przed Kwidzynem był Marienwerder, że jeszcze niedawno w małpim gaju bawili się chłopcy, mówiący w innym, twardym języku. Swoje kwidzyńskie reminiscencje opisałem zresztą w pracy zbiorowej „Kwidzynianie ptakom podobni”.

Później mieszkałem 50 metrów od kwidzyńskiej katedry, często odwiedzałem celę bł. Doroty. Pamiętam pasterki w katedrze. Przeżyłem cztery niezwykłe lata w Liceum im. W. Gębika… Pokonywałem codziennie ulicę Braterstwa Narodów, która od XIX wieku była główną arterią miasta.

Tymi samymi ulicami chadza mój bohater radca kryminalny Christian Abell. Z oczywistych względów łatwiej mi było bowiem umieścić akcje w miejscu, które dobrze znam, chociaż obraz Marienwerder widoczny na stronach mojej książki jest tylko moim subiektywnym wyobrażeniem. Tego „zaginionego miasta” już przecież nie ma. Do dzieła zniszczenia przyłożyli rękę nie tylko pijani czerwonoarmiejcy, palący miasto już po zakończeniu działań wojennych, ale także socjalistyczni włodarze Kwidzyna rozbierający kamienice, które dałoby się jeszcze uratować. Ale to już zupełnie inna historia…

Ważny jest dla mnie także szerszy, społeczny plan w jaki wpisana jest akcja powieści, ów kostium historyczny, w jaki ubrałem swoją powieść. Ukazuje ona opozycję dwóch światów: starego ładu weimarskiego, który na początku lat 30. ubiegłego stulecia odchodził w przeszłość – oraz rodzącej się ery nazistowskiej. To był szczególny, ze wszech miar ciekawy okres w historii nie tylko Niemiec i Polski, ale całego świata. Bardzo ciekawiący mnie, jako autora. Pragnąłem opisać ten mikrokosmos na przykładzie mniejszych społeczności. Wybrałem przedwojenny Kwidzyn i Malbork.

"Czarny manuskrypt" to jednorazowa przygoda z literaturą czy planuje Pan już kolejną powieść?

Oddałem już kolejny tom z radcą kryminalnym Christianem Abellem w roli głównej. Nazywa się „Martwy błękit”, jego akcja toczy się w Wolnym Mieście Gdańsku i Sopocie. Ukaże się nakładem wydawnictwa Muza w październiku tego roku. Rozpocząłem także przygotowania do części trzeciej i ostatniej.

Na koniec proszę opowiedzieć trochę o sobie. Czym się Pan zajmuje na co dzień? Jakie ma hobby, pasje?

Do niedawna byłem udziałowcem spółki deweloperskiej budującej apartamenty na warszawskim Wilanowie. Ale obecnie moim głównym zajęciem jest pisanie. Wstaję o świcie, gdy porządni ludzie jeszcze śpią. Moja norma to 5 – 7 stron dziennie. Staram się unikać przerw w pracy. Każda zbyt długa pauza wytrąca mnie z uderzenia, gubię rytm i temperaturę pisania. Potem wsiadam na rower i pedałuję do tchu ostatniego.

Lubię dalekie podróże i mam fioła na punkcie moich dwóch wnuków. Zadedykowałem im zresztą swoją książkę. Poza tym dużo czytam, mam swoich mistrzów, jak każdy. Żałuję, że nie przeczytam już nowego Umberto Eco. Przeklinam Stiega Larssona, że musiał wbiegać na to swoje feralne siódme piętro. Czytam dużo, ale niekoniecznie są to kryminały. Raczej fachowe książki i opracowania historyczne. Sam jestem współautorem kilku książek o profilu historycznym. Zgłębiam dzieje mojego rodzinnego Pomorza, mimo iż od czasów matury jestem warszawskim słoikiem. I szukam pomysłów na nową książkę, już bez Christiana Abella. Idzie mi ciężko, przyzwyczaiłem się do niego.

Arkadiusz Kosiński

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3