Wybierz region

Wybierz miasto

    Pożar w Malborku. Jeden piorun wart był 350 tysięcy złotych

    Autor: Anna Szade

    2006-06-28, Aktualizacja: 2006-06-29 07:31

    Do wczorajszego popołudnia trwało liczenie strat, jakie wywołał pożar Sali Zgromadzeń Świadków Jehowy w Malborku. Już wiadomo, że odbudowy wymaga dach na zachodnim skrzydle obiektu.

    Do wczorajszego popołudnia trwało liczenie strat, jakie wywołał pożar Sali Zgromadzeń Świadków Jehowy w Malborku. Już wiadomo, że odbudowy wymaga dach na zachodnim skrzydle obiektu. Nie udało się go uratować, mimo wielkiego zaangażowania strażaków.

    Ogromne uderzenie pioruna wstrząsnęło w poniedziałkowe popołudnie dzielnicą Wielbark w Malborku. Chwilę później rozległy się syreny strażackie.

    - Informację otrzymaliśmy o 16.30: na Wielbarku pali się Sala Zgromadzeń Świadków Jehowy! W zachodniej nawie obiektu, gdzie wybuchł pożar, były wówczas dwie osoby. Ale wydobywający się spod dachu dym zauważyła ochrona budynku - opowiada Janusz Leszczewski, rzecznik prasowy malborskiej Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej.

    Kolejne strażackie pojazdy docierały na miejsce akcji. Wielu strażaków zostało wezwanych z domów.
    - Z naszej jednostki wyjechało pięć wozów, do tego autodrabina, dwa auta operacyjne i jeden specjalny. Przyjechał także wóz ze Sztumu oraz dwa z jednostki wojskowej - wylicza Janusz Leszczewski.

    Okazało się, że w czasie burzy zawiodła technika, prawdopodobnie przez spadek napięcia. Nie zadziałał system selektywnego alarmowania, dzięki któremu malborski dyżurny straży może uruchomić syreny w odległych miejscowościach powiatu.

    - Jednak strażacy z OSP dostali informację telefonicznie. Przyjechali z Nowego Stawu, Miłoradza, Stogów, Lisewa Malborskiego i Lasowic Wielkich - informuje rzecznik malborskiej komendy.
    Dwa hydranty, które są obok budynku, nie wystarczyły. Trzeba było ciągnąć wodę wężami z odległości ok. 300 metrów. "Wodociągi" specjalnie zwiększyły ciśnienie, by ułatwić gaszenie. A to nie było łatwe. Ogień trawił znajdującą się pod blachodachówką wełnę mineralną. To dlatego tak trudno było
    "namierzyć" źródło płomieni, liżących kolejne połacie dachu.

    - Strażacy musieli pruć blachę, by dobrać się do ognia. Wyciągali docieplenie i przelewali je wodą. Jednocześnie gasili drewniane belki, które również zajęły się od ognia. Z tlącej się waty unosiły się kłęby dymu, który dodatkowo utrudniał pracę. Z tego powodu ratownicy musieli założyć aparaty ochronne - relacjonuje Leszczewski. - Bardzo zaangażowali się także przedstawiciele związku wyznaniowego. Kierowali ruchem, pilnowali porządku i tego, by nikt nie zastawiał dojazdu do obiektu. Wynosili także wyposażenie, dzięki czemu ograniczyli straty.

    Akcja, której dowództwo przejął od Daniela Mendaka komendant powiatowy PSP, Andrzej Zakrzewski, trwała pięć godzin. Pod koniec strażacy obserwowali, czy rzeczywiście żywioł
    został opanowany.
    - Niestety, prawdopodobnie cały dach zachodniego skrzydła sali trzeba będzie odbudować. Udało nam się jednak zapobiec rozprzestrzenieniu się ognia na inne części obiektu. Zlokalizowaliśmy źródło płomieni i powstrzymaliśmy je - podsumowuje Janusz Leszczewski.

    Straty wstępnie określone zostały na 350 tys. zł. Jednak wczoraj trwało jeszcze liczenie szkód, jakie wyrządził pożar. Najprawdopodobniej najbardziej temu winna jest burza, choć obiekt ma instalację odgromową.
    - Jednak nie wiemy, czy bezpośrednią przyczyną było wyładowanie atmosferyczne, czy np. przepięcie prądu w instalacji - mówią strażacy.


    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)